Do baru wchodzi blondynka, ruda, ksiądz, rabin, Papież, dwie żyrafy, kaczka, zajączek, lekarz, prawnik, księgowy, nowy ruski, Indianin, Chińczyk, Anglik, Irlandczyk, Szkot i sołtys Wąchocka. Barman odstawia wycieraną szklankę i mówi: - A to co? Jakiś dowcip?!
Wchodzi facio bez rąk do knajpy. Obczaja całą i nie widzi ani żywej duszy oprócz barmana. Podchodzi więc do niego i zamawia kolejkę mówiąc: - Wie pan, to bardzo wstydliwe, ale mógłby mi pan pomóc go wypić? - No wie pan, oczywiście że pomogę. - Dziękuje bardzo. Wypił, podziękował, zamówił następnego i znów ta sama sytuacja. I tak kilka razy. Po wypiciu wszystkich poprosiła barmana: - Mógłby mi pan z łaski swojej wytrzeć usta serwetką? - Tak oczywiście - Dziękuje bardzo, pieniądze są w mojej prawej kieszeni, mógłby pan je wyciągnąć i wziąć ile się należy? - Tak, żaden problem. Kaleka już miał wychodzić ale zapytał jeszcze o jedno: - Wie pan, mam jeszcze jedno pytanie, gdzie tu jest toaleta? Na to barman błyskawicznie: - Najbliższa jest na stacji benzynowej, dwie ulice dalej...
Anegdotka Scott’a Adams’a. Koleś miał zrobić prezentację w banku. Takie tam szkolenie. Wszedł do sali, podłączył laptopa i projektor. Gdy już był gotowy, prosi kogoś z sali: - Proszę o zgaszenie światła i zaczynamy... Nikt się nie ruszył. Więc prowadzący ponawia prośbę: - Proszę Państwa, proszę o zgaszenie światła i zacznijmy prezentację... Ponownie nikt się nie ruszył. Na sali cisza. Koleś pomyślał, że to mało komunikatywni odbiorcy i zaczął sam szukać wyłącznika. Dochodzi do jednej ściany – nie ma. Drugiej – też nie ma. Trzecia, czwarta... Nigdzie nie ma wyłącznika. Zdesperowany pyta: - Proszę Państwa, gdzie u was się gasi światło? W końcu ktoś przerwał milczenie i wytłumaczył Panu, że w banku urzędnicy wychodzili i nie gasili światła. Więc dyrekcja się wkurzyła i zamontowała czujniki ruchu – światło włączało się na ruch w pomieszczeniu... - No dobrze – pyta gość od szkolenia – Ale jak robicie w takim razie prezentacje? Na co ktoś z sali nieśmiało: - Nooo... siedzimy sobie nieruchomo...
Kelner w restauracji: - Kto zamawiał Ruskie? - Nikt! Same przyszli!
Poproszę befsztyk. - Nie ma. - Poproszę kotlet schabowy. - Nie ma. - To może jajecznice. - Nie ma. - W takim razie poproszę mój płaszcz! Kelner spogląda na wieszak i mówi: - Przykro mi, ale już też nie ma.
Panie kelner, co macie do jedzenia? - Proponuję pieczeń huzarską... - A co to ja huzar, żebym jadł huzarska? - To może pieczeń wieprzową? - O tak, bardzo proszę.
Na kursie spadochroniarstwa dla początkujących przyszła pora na zadawanie pytań instruktorowi... Jeden z kursantów spytał: - Jeśli mój spadochron główny się nie otworzy, i nie otworzy się również zapasowy, to ile będę miał czasu na dalsze działania zanim uderzę w ziemię ?? - Całe życie...
Pasażer w pociągu wychyla się mocno przez okno, współpodróżny zwraca mu uwagę, że to niebezpieczne. - Spokojnie, ja tę trasę znam na pamięć, teraz będą trzy be.. be.. betonowe słupy.
Panie kelner, to wino jest ciepłe - denerwuje się gość w restauracji. - To niemożliwe! Przed chwila sam dolewałem do niego zimnej wody.
Pewien facet przychodził sobie do knajpy, zamawiał 10 kieliszków wódki, stawiał na barze, po czym pierwszy i ostatni odsuwał w kierunku barmana, a pozostałe osiem wypijał. I tak za każdym razem. Po którymś tam razie z kolei, barman nie wytrzymał i mówi: - Panie, ja Panu postawię z własnej kieszeni te 10 pięćdziesiątek, tylko powiedz mi Pan dlaczego pijesz Pan tylko te osiem środkowych a dwie skrajne zawsze zwracasz? - A bo widzisz Pan Panie barman: Pierwszy nie smakuje, a ostatni może zaszkodzić.