Proboszcz ruga kościelnego: - Wyznaczył pan ślub i pogrzeb na tę samą godzinę. Musimy teraz przesunąć albo jedno, albo drugie. Kościelny drapie się za uchem i oświadcza z szelmowskim błyskiem w oku: - Przesuńmy pogrzeb. Zmarły już się nie rozmyśli.
Kazanie w amerykańskim kościele: - I powiadam wam! Gdybym miał całą wódkę świata, wylałbym ją do rzeki! Bla bla bla... -...tak więc gdybym miał całe piwo świata, też wylałbym je do rzeki! Gadu, gadu, gadu... -...nawet gdybym miał całe wino świata, TEŻ wylałbym je do rzeki! Koniec kazania. - A teraz chwalmy pana! Chwalmy Go śpiewem! Zaśpiewajmy więc hymn "Podążajmy do rzeki"...
Dwie zakonnice spotykają się i jedna do drugiej mówi: - Teraz to nie można spokojnie po ulicach chodzić, wszędzie gwałcą! - Skąd wiesz?! - Wczoraj byłam... Dzisiaj byłam... i jutro idę.
Stoi zakonnica na szosie i zatrzymuje samochody. Nikt nie chce się zatrzymać i podwieźć siostry. Deszcz, chłód, burza straszliwa. W końcu zatrzymuje się piękna blondyna w czerwonym ferrari i zabiera zakonnicę. Ta szczęśliwa stara się nawiązać rozmowę: — Piękne auto, pewnie ma pani wspaniałą posadę, skoro stać panią na taki wóz. — A nie nie, to mój kochanek mi je kupił. — Jak to, nie ma pani męża? — Nie, żyję w wolnych związkach, lepiej na tym wychodzę, np. to futro na tylnym siedzeniu dostałam od innego kochanka. A ta piękna biżuteria? — Ta jest od jeszcze innego. W końcu dojeżdżają do klasztoru, zakonnica wysiada smutna, że jej życie jest takie szare... Około 22 zakonnica zmówiła wieczorny pacierz i kładzie się do łóżka, nagle ktoś cichutko puka: puk, puk — Kto tam? — [szept] To ja ksiądz Antoni A zakonnica na to: - W dupę sobie wsadź te swoje bombonierki.
W dużej, miejskiej parafii swą duszpasterską służbę pełnił ksiądz, który przed laty był kapelanem wojskowym. Dawne to były czasy, ale że stan żołnierski ukochał całą duszą, więc jego wojskową naturę widać było na każdym kroku. Głos miał stanowczy i donośny, ruchy energiczne, wyraz twarzy marsowy, choć tak naprawdę serce miał miękkie i czułe dla bliźnich. Gdy nadchodził dzień dorocznej procesji Bożego Ciała, ksiądz ów był w swoim żywiole. Wydawał rozkazy, rzucał komendy, panował nad swą armią ministrantów, bielanek, osób duchownych i świeckich. Raz, na moment przed ruszeniem procesji, przed byłym kapelanem wydającym ostatnie rozkazy stanęła siostra zakonna. Siostrzyczka była młoda, drobnej postury, niewielkiego wzrostu. Cichutkim i cienkim głosikiem zapytała: - Proszę księdza, to gdzie ja mam stanąć? Boży kapłan spojrzał na nią z góry, zmarszczył brwi i huknął gromko: - A siostra z którego pododdziału?!
Bardzo religijny facet o imieniu Jasiek znalazł się w poważnych tarapatach. Jego firma jest na krawędzi bankructwa i postanowił poprosić Boga o pomoc. Idzie więc do kościoła i zaczyna się modlić: - Boże, pomóż mi proszę, straciłem już prawie firmę i jeśli nie zdobędę pieniędzy, to pożegnam się też z domem. Proszę, daj mi wygrać na loterii. Nadchodzi dzień losowania i wygrywa ktoś inny. Jasiek wraca do kościoła: - Boże, pomóż mi proszę, straciłem całą firmę i niedługo wyrzucą mnie z mieszkania. Proszę, daj mi wygrać na loterii. I oczywiście ponownie wygrywa ktoś inny. Jasiek wraca do kościoła: - Boże, pomóż mi proszę, straciłem firmę, zabrali mi samochód, pojutrze mam eksmisję. Proszę, daj mi wygrać na loterii. I znów wygrywa ktoś inny. Jasiek wraca do kościoła: - Boże, czemu mnie opuściłeś? Straciłem wszystko: pracę, samochód, dom. Teraz moja żona i dzieci głodują. Nigdy nie prosiłem cię o pomoc i zawsze ci służyłem. Dlaczego nie pozwolisz mi chociaż raz wygrać na loterii, żebym mógł sobie poukładać życie? Nagle niebiosa otwierają się przy oślepiającym błysku światła i Jasiek słyszy Boga: - Stary, pomóż mi trochę, kup chociaż los...
Wiejski lekarz miał przygodę miłosną i pewnego wieczoru panienka podrzuciła mu pod dom owoc owej przygody. Gościu zastanawiał się co zrobić z tym fantem i traf chciał że zadzwonił do niego proboszcz uskarżający się na bule brzucha. Medyk wpadł na pomysł, pojechał do księdza z dzieciakiem, tam duchownemu zaaplikował narkozę i tak go zbajerował po przebudzeniu: - Proszę księdza, zdarzył się cud, urodził ksiądz dziecko. Pokazał mu noworodka, a że dobrodziej był jeszcze oszołomiony narkozą, więc uwierzył lekarzowi. Proboszcz przejął się rolą i wychowywał cierpliwie dziewczynkę. Panna ukończyła już 18 lat i nasz dobrodziej wziął ją na poważną rozmowę: - Wiesz dziecko, jesteś już pełnoletnia więc czas wyjawić ci prawdę... - Wiem, ksiądz chce mi powiedzieć że jest moim ojcem. - Nie kochanie, ja jestem twoją matką, ojcem jest wikary...
Człowiek przybywa do bram raju. Św. Piotr pyta: - Religia? - Metodysta. Św. .Piotr wertuje listę i mówi: - Idź do sali 24, ale bądź bardzo cicho przy sali nr 8 Inny człowiek przybywa do bram raju. - Religia? - Baptysta. - Idź do sali 16, ale bądź bardzo cicho przy sali nr 8 Trzeci człowiek przybywa do bram. - Religia? - Żyd. - Idź do sali 666 ale bądź bardzo cicho przy sali nr 8. - Rozumiem że są różne sale dla różnych religii ale czemu mam być cicho koło 8? - Bo Świadkowie Jehowy są w 8 i myślą że są tutaj sami...
Pod koniec niedzielnej mszy jeden z wiernych wstaje i głośno mówi: - Proszę księdza, to było najbardziej zajebiste kazanie, jakie w życiu słyszałem! - Dziękuję, synu - chłodno odpowiada ksiądz. - Jednak zmuszony jestem poprosić, abyś nie używał przekleństw w domu Bożym. - Przepraszam księdza, ale nie mogłem się powstrzymać. Kazanie naprawdę było zajebiste! - Synu, prosiłem już - nie używaj przekleństw w kościele. - No dobrze... Ale powiem tylko jeszcze, że kazanie było tak zaj.biste, że dałem na tacę tysiąc złotych. A ksiądz na to: - TY CHYBA SOBIE JAJA ROBISZ!!!
Pewien facet porwał duchownego prawosławnego. zapakował go do pudła z tektury, owinął papierem i wstążką ... ale został postawiony przed sądem. Zeznaje na tę okoliczność: - Wysoki sądzie to wszystko dlatego, że chciałem dużo i tanio gadać przez komórkę... - Jak to?! Co duchowny ma wspólnego z rozmowami przez telefon? - Nie wiem, ale wszędzie media trąbiły "połóż popa pod choinkę, a będziesz mieć więcej tanich rozmów!"